Polecamy

Karkonoskie Tajemnice – Karpacz… Szkoda czasu!

Zmarnowany czas i pieniądze… Tak w skrócie można opisać naszą wizytę w tym miejscu. Zamiast płacić górę monet (70 zł za rodzinę 2+2) za bilet wstępu do Karkonoskich Tajemnic, kupcie dzieciom kilka książkowych zbiorów legend, zapas czekolady na 2 miesiące lub kilka koszyków owoców. Hałas, chaos, wadliwe pulpity multimedialne, znikome zainteresowanie obsługi. 20 minut i wychodzicie na światło dzienne skonsternowani i z cisnącym się na usta pytaniem „i to tyle? i to już?!”

Ale od początku…

Uwielbiamy mity, legendy, przypowieści i podania dotyczące nowo poznanych miast, krajów, obszarów. Dzieciaki czekają na historie o duchach, mitycznych stworach, pięknych księżniczkach i dzielnych wojach mieszkających dawno, dawno temu na okolicznych ziemiach.  Z zaciekawieniem słuchają i przeżywają każdy fakt i ciekawostkę w nich opowiedzianą. I choć często legendy te mijają się z prawdą i gryzą się z faktami naukowymi to trudno im odmówić niesamowitej mocy przyciągania, zaciekawiania i nauczania o obyczajach, kulturze, wierzeniach i normach moralnych…

Kierowani tą myślą, wchodzimy do Karkonoskich Tajemnic (na godzinę i 10 minut przed zamknięciem). Jesteśmy jedynymi zwiedzającymi i cieszymy się na samą myśl posiadania muzeum na wyłączność. Po zapłaceniu pani informuje nas o ciemnościach panujących na dole, o błyskach i ogólnej atmosferze tajemniczości, sprowadza nas po schodach na dół, pokazuje przycisk uruchamiający gablotę i ucieka schodami na górę… Rozdzielamy się na dwie pary i zwiedzamy we własnym rytmie. Niestety dźwięki dobiegające z głośników walczą ze sobą i przekrzykują się tworząc nieprzyjemną dla ucha kakofonie. Ja z Leą nie słyszę końcówki opowieści… kilka metrów z przodu, Michał z Leonem nie słyszą początku swojej :/

c.d. poniżej…

asdasd

KIN_2688

KIN_2703

Zastanawiamy się jak musi wyglądać zwiedzanie, gdy do muzeum wpada większa grupa zwiedzających? Nie ma tu przewodnika który określa tempo przepływu ludzi. Każdy wciska co chce i kiedy chce. Ktoś schodzi do piwnicy później i chcąc wysłuchać (długiej) opowieści od początku wciska przycisk i przerywa słuchającym już ludziom – bo przecież może, bo przecież zapłacił a jest niecierpliwy…

Opisy eksponatów (tylko w języku polskim) znikome, niekompletne tłumaczące pobieżnie znajdujące się w nich figurki, przedmioty, szkielety, itp… Na ścianach wiszą telefoniczne słuchawki z których możemy uzupełnić wiedze. A co jeśli akurat słuchawka jest zajęta? Człowieku przyglądaj się, czekaj na swoją kolej i w miedzy czasie domyśl się sam co artysta miał na myśli. Gdy już się dorwiesz do słuchawki okazać się może, że ktoś uruchomił sąsiadującą gablotę z legendą i będziesz musiał zatykać jedno ucho aby cokolwiek usłyszeć :/

Dotykowy pulpit multimedialny z zabawą polegającą na tworzeniu hybrydy (Ducha Gór) z różnych cześć ciała zwierząt byłby na plus… Ale nie jest :/ Ekran nie reagował na więcej niż jeden dotyk co powodowało wielokrotne zawieszanie się aplikacji. Błąd w obsłudze wywoływało nawet lekkie muśnięcie rękawkiem bluzy i kosmyk włosów opadający na monitor. Wysłanie gotowego dzieła na maila również problematyczne. Adres mailowy po poprawnym wstukaniu literek pokazywał się „od tyłu” czyli zamiast gmail.com… moc.liamg ;) Z pomocą przybiegła pani, która po 30 próbie w końcu pomogła nam wysłać Ducha Gór na pocztę. Pomogła i korzystając z okazji wytłumaczyła mi 3 kolejne eksponaty do przodu na zasadzie: „tu ma pani to, to i to. Tu się wciska, to się obraca, tam jest ciemno a potem skręci pani na lewo i jest ukryty pokoik”. Wow! Gdyby nie jej potok słów moglibyśmy przegapić „największe” atrakcje wystawy: smoczą harfę i bęben wywołujący burze… (opisów rzecz jasna brak…)

Przemilczę pomieszczenie z egipskimi ciemnościami i gabloty zawieszone na wysokości wzroku Michała (a Michał ma 193 cm wzrostu). Dodam tylko że szczegółowe opisy NAGLE pojawiły się jak za dotknięciem magicznej różdżki (laski Ducha Gór być może). Każdy przedmiot z naklejką i dokładnym opisem, ceną i nazwą… Znaleźliśmy się przecież w sklepie z pamiątkami, minerałami i książkami…

Wychodząc, decydujemy się na zakup magnesów (niestety dzieci je kolekcjonują). Oglądamy, wybieramy i podajemy ekspedientce wraz z pieniędzmi. Pani prosi o odłożenie wybranego magnesu na miejsce i podaje nam z pod lady ten sam egzemplarz, tylko szczelnie zafoliowany. W domu okazuje się, że magnes jest wadliwy… nie trzyma się tablicy magnetycznej bo przyklejony magnesik jest ukruszony (ukruszonej części w woreczku brak). Ktoś powie, że to tylko kilkanaście złotych i że mogliśmy sprawdzić… ale my po raz drugi czujemy się oszukani. Cholera!

Delikatnie mówiąc – Odradzamy!

…Za 30 zł (za całą rodzinę 2+2) udajcie się do Muzeum Zabawek w Karpaczu (nasza relacja TUTAJ)

KIN_2638

KIN_2602

KIN_2719

KIN_2670

KIN_2613

ADRES:

ul. Mickiewicza 1a,  58-540 Karpacz

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Przystanek Wrocław

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Rodzinne wędrówki górskie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Nareszcie urlop

English & Polish TravelBlog / Poland, Europe, the World

ZABAWA W GOTOWANIE

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Okiem Alexa - rodzinne podróżowanie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

AnnRK: Myśli i słowa wiatrem niesione

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Tędy i owędy

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Ohana

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Zabawkator

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Kajtostany

rodzinne rowerowe wyjazdowe stany

EDEK i MY o kulturze, podróżach i życiu

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Pomysłowe Pieczenie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Dolny Śląsk dla Uli

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

%d blogerów lubi to: