Polecamy

Gjirokastra w 2 dni – miasto srebrnych dachów – Albania

KIN_4152

Do Gjirokastry docieramy w samo południe siódmego dnia naszego bałkańskiego tripu. Wyludnione uliczki, zamknięte na cztery spusty knajpki i restauracje, rzędy pustych krzeseł i foteli rozstawionych wzdłuż alejek stwarzają pozory miasta-widma. Czy to na pewno to samo tętniące życiem miejsce o którym czytaliśmy w przewodnikach?

Zostawiamy auto na jednym z przyhotelowych parkingów i udajemy się przed siebie w poszukiwaniu oznak życia. Po 5 minutach spaceru pod górę zaczynamy rozumieć „o co chodzi”. Wszelkie żywe istoty najzwyczajniej w świecie ukryły się przed padającym pionowo na uliczki, palącym słońcem. W plątaninie malowniczych alejek znajdujemy otwartą… a co najważniejsze zacienioną dzięki winorośli restaurację Kujtimi. Nazwa od razu przypomina nam wpis z bloga „Podróżuj. Śnij. Odkrywaj” o Gjirokastrze właśnie. To dzięki nim i ich relacji bez chwili zawahania siadamy na chłodnym tarasie i potwierdzamy każde słowo opisujące tę restaurację: Jest smacznie, tanio i klimatycznie!

Zamawiamy Sallat Jeshile (sałatkę z pomidorami, papryką, cebulą i serem), Sallat me Perime (mix grilowanych warzyw), Patate te Skuqur (plasterki ziemniaków smażone na głębokim oleju), Mish Qengji Zgare (grilowana jagnięcina), Trofte (grilowany pstrąg), Qifqi (lokalna specjalność! Czyli ryżowe kulki z jajkiem i niesamowitą ilością świeżych ziół – cudo!). Do tego 3 gazowane wody i jedna cola. Za wszystko płacimy „oszałamiającą” kwotę 2250 leków. Brzmi groźnie lecz w przełożeniu na nasze polskie monety wychodzi coś koło 67 złotych!

KIN_3543-2

KIN_3544-3

KIN_3548

Podczas obiadu pytamy właściciela baru czy są w okolicy jakieś miejsca noclegowe. 10 minut wykonywania telefonów i wertowania wysłużonego notesika na adresy skutkuje pojawieniem się eleganckiego jegomościa. Dostajemy namiary na hotel „Kalemi 2” i niezrażeni ceną pokoju postanawiamy w nim pozostać na 1 noc. Co nas przekonało…? Apartament wyglądał jak sala muzealna. Drewniane, rzeźbione, sufitowe sztukaterie, ręcznie tkane dywany, wszechobecna koronka i widoki z okien całkowicie nas oczarowały! Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony, jak szaleć z hotelem to właśnie takim!

Relaksująca kąpiel (w wannie z hydromasażem, a co!), kilka bajek w tv i jesteśmy gotowi na podbój twierdzy którą widzimy z okna…

KIN_3556-3

IMG_1882-4

Do Zamku/Twierdzy Gjirokastra docieramy autem. Udaje nam się zająć ostatnie z dosłownie 7 miejsc parkingowych tuż przy samej bramie wejściowej. Płacimy 400 leków (200 leków/6 zł za osobę, dzieci do 18 roku życia gratis) i już od pierwszych chwil gdy witają nas długie rzędy armat i działek mamy uczucie dobrze zainwestowanych pieniędzy.

Więcej o zamku już wkrótce w osobnym poście…

KIN_3676-2

KIN_3873

KIN_3814-2

Po 3 godzinach spędzonych w twierdzy udajemy się na wieczorne zwiedzanie miasta. Knajpki i sklepy z pamiątkami podczas naszej nieobecności otworzyły swe wrota dla głodnych i stęsknionych chińskich (i regionalnych) pamiątek. Co chwila ktoś nas woła i macha ręką w zapraszającym geście. Właściciele sklepów podsuwają naszym dzieciom pod nos pluszaki i grające zabawki a mi i Michałowi coraz to różniejsze trunki ;) Leniwe, spokojne miasteczko zamieniło się w jeden wielki bazar…

Puste rzędy krzeseł zapełniły się „lokalsami” powolnie sączącymi kawę i piwo. Wśród nich nie widzę ani jednej kobiety zupełnie jakby przywilej posiadywania i plotkowania należał w tym mieście wyłącznie do mężczyzn. Wszystkie siedziska odwrócone są frontem do alejek przez co nasi albańscy obserwatorzy mają nas jak na tacy. Kupujemy tradycyjnego Byrka i siadamy na jednym z kamiennych, wciąż rozgrzanych słońcem do czerwoności murków. Teraz to my obserwujemy ich…

To co z początku odbierałam jako niewinne przyglądanie się… teraz zamieniło się w istną lożę szyderców. Mężczyźni nie przepuszczą żadnej przechodzącej kobiecie. Ich wzrok błądzi od góry do dołu po ich ciałach i gestykulując dzielą się spostrzeżeniami z kolegami siedzącymi obok. I pomyśleć że przed chwilą oceniali mnie… :/

KIN_3506-2

IMG_1859-4

IMG_1940-2

KIN_4276-2

DZIEŃ 2

Kolejny dzień rozpoczynamy klasycznie od ciszy na ulicach i pustych foteli lokalsów. Opuszczamy nasz hotel Kalemi 2 i udajemy się do kolejnego, tym razem zarezerwowanego specjalnie dla naszego bloga pokoju w Hotelu Gjirokastra. Klimatyczny pokoik z antresolą od razu przypada do gustu dzieciakom. Zachęcone chłodnym powiewem klimatyzacji uskuteczniają bieg w górę i w dół drewnianych schodów i za nic mają nasze uwagi „oszczędzajcie energię na zwiedzanie” Szybki obiad na tarasie, prysznic i jesteśmy gotowi na pierwsze tego dnia Muzeum.

Więcej o Hotelu Gjirokastra już wkrótce w osobnym poście…

KIN_4356

KIN_3608-3

KIN_3610-2

KIN_4171-3

Po szybkim obiedzie i rozpakowaniu się kierujemy się do oddalonego o 150 metrów Muzeum Etnograficznego. Zwiedzamy sami, bez przewodnika dzięki czemu mamy czas na dokładnie oglądanie (i w przypadku Leona dotykanie) wszystkich eksponatów. Kolejne piętra zdobią przedmioty codziennego użytku, meble, kilimy i stroje ludowe a nawet broń. Więcej o muzeum już wkrótce w osobnym wpisie…

KIN_4039-3

KIN_4113-2

Będąc na muzealnej fali oficjalnego Muzeum Etnograficznego trafiamy do oddalonego o 40 metrów Domu Rodziny Skenduli (Skenduli House) jakby nie patrzeć również muzeum o tej samej tematyce ;) Tym razem jednak towarzysszy nam przewodniczka która swoimi opowieściami o regułach i zwyczajach panujących w domu czasem nas („ludzi zachodu”) szokuje. Powiem krótko (gdyż temat tego domu znajdzie kontynuację w osobnym poście) – kobiety nie miały tu łatwo :/


KIN_4117-2

KIN_4141-4

Obiad jemy w restauracji o nazwie A.Muco… To lokal mało uczęszczany przez turystów a jedynie przez mieszkańców Gjirokastry. Widząc nas właścicielka zrywa się na równe nogi i porzuca dziergany z pasją szal i druty. Organizuję nam stolik na dworze na środku drogi (!) i mieszaniną języka włoskiego, angielskiego i niemieckiego daje nam słowo że nic tędy nie jeździ i nic nam nie grozi.

Zamawiamy Sallate Mix (mix warzyw), Tashqebap (rodzaj mięsnego gulaszu, choć konsystencja bardziej zupy), Salce Kosi (tłusty jogurt z kawałkami ogórka i z oliwą… coś jak tzatziki), Pasha Qofte (zakwaszana zupa z pulpecikami ryżowo-mięsnymi). Do tego dwie zimne Tirany, dwie wody i na koniec tradycyjna turecka kawa. Za wszystko płacimy 1800 leków czyli 53 złote. Pozostawiamy przemiłej właścicielce spory jak na albańskie realia napiwek. Jedzenie było pyszne, domowe i podane w przemiłej atmosferze :)

Po posiłku wychodzi do nas kucharz (prawdopodobnie mąż Pani właścicielki) i serdecznie żegna nas głębokim ukłonem i uśmiechem :) Zaglądnijcie do nich będąc w Gjirokastrze!

KIN_4196-3

KIN_4188-2

Do późnego wieczora zwiedzamy, błądzimy i coraz bardziej zakochujemy się w tym urokliwym srebrnym od kamiennych dachów mieście. Wcale nie dziwimy się że w 2005 roku Gjirokastra dołączyła do zaszczytnej listy Unesco…

KIN_3528

KIN_4158

KIN_4263-2

Advertisements

7 Comments on Gjirokastra w 2 dni – miasto srebrnych dachów – Albania

  1. Też tam byłam niedawno i naprawdę piękne są te uliczki. W sklepie babka mówiła po polsku nawet :)

  2. fundacja // 24/08/2015 o 20:45 // Odpowiedz

    z pewnością już wiecie, że Skanderbeg, (ten facet z koźlą czaszką na głowie) to Gjergj Kastrioti ;)

  3. Piękne zdjęcia i niesamowite miejsca

  4. Zazdroszczę, że mieliście tyle czasu w Gjirokastrze i mieliście okazję zobaczyć ją po zmroku… Mam nadzieje, że i nam uda się tam kiedyś wrócić, najlepiej na dwa dni :)

    • Gjirokastra po zmroku nabiera takiego swoistego przesycenia męską obecnością… Na stolikach nie ma już kawy a jedynie Raki. Głos mężczyzn wcześniej ściszony nagle staje się głośny a czasem dokuczliwy. Być może dlatego właśnie nie śmiałam robić zdjęć o tej porze w mieście :/ Jako jedyna kobieta w okolicy nie wolałam się nie wychylać ;) Ale co by nie mówić Gjirokastra jest przepiękna…

3 Trackbacks / Pingbacks

  1. Gjirokastra – Albania – Muzeum Etnograficzne i Dom Skenduli | Leo Lea
  2. Hotel GJIROKASTRA (Albania) – Baza wypadowa do największych atrakcji miasta | Leo Lea
  3. Hotel GJIROKASTRA (Albania) – Baza wypadowa do największych atrakcji miasta | Leo Lea

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Przystanek Wrocław

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Rodzinne wędrówki górskie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Nareszcie urlop

English & Polish TravelBlog / Poland, Europe, the World

ZABAWA W GOTOWANIE

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

AnnRK: Myśli i słowa wiatrem niesione

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Tędy i owędy

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Ohana

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Zabawkator

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Kajtostany

rodzinne rowerowe wyjazdowe stany

EDEK i MY o kulturze, podróżach i życiu

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Pomysłowe Pieczenie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Dolny Śląsk dla Uli

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

%d bloggers like this: