Polecamy

Wulkany błotne Noroiosi (Rumunia)

Dzieci przykucnęły nad małym stożkiem wulkanicznym nie większym od kartki A4. Po minucie obserwacji w bezruchu wyskoczyły w górę i z radosną pieśnią na ustach zaczęły tańczyć wokół wulkanu. Coś co ja przegapiłam a jedynie usłyszałam jako ciche „pyknięcie” okazało się spektakularną erupcją błota !!!

IMG_1281-3

Na teren Wulkanów Błotnych Noroiosi trafiamy późnym popołudniem. Prowadzi nas humorzasty GPS i okoliczni mieszkańcy. Dopiero na 5 km przed parkiem zaczynają nieśmiało pojawiać się tablice i znaki reklamujące ten cud natury.

Zostawiamy auto na płatnym parkingu (5 lei – 4,8 zł) i udajemy się kamienistą drogą prowadzącą do wejścia głównego (600 m pod górę… zdecydowanie odradzamy wózki) Leo zaczyna swoją przygodę z błotkiem jeszcze przed kupnem biletów wstępu (5 lei dorośli, dzieci gratis)… po same kostki wpada w jedną z wulkanicznych kałuż. Jak poparzony biegnie do nas pan z obsługi i oznajmia iż błoto jest toksyczne a opary z wulkanu łatwopalne! Wujek Rafał dosłownie porywa Leonsia do najbliższego kranu z czystą wodą :) ratując mu tym samym stopę ;)

ukhjk-3

Po 10 minutach spaceru „lądujemy na księżycu” Zieleń pagórków rodem z Tolkiena ustępuje miejsca szarości i brązom we wszelkich odcieniach. Każdy krok staje się przemyślany… spękana ziemia nie wygląda na stabilne podłoże. Widzimy dziury w kształcie buta głębokie na kilkadziesiąt centymetrów :/ Kogoś spotkała grząska niespodzianka… My będziemy mądrzejsi ;)

Różnorodność wulkanów zachwyca… Znaleźć tu można miniaturowe, kilkucentymetrowe twory delikatnie „pyrkające” jak rosół na niedzielę. Są wodniste kałuże bulgoczące i cuchnące jak zepsute jajka… Są też te wysokie, strome okazy z kraterem wypełnionym gęstym błotem. Te właśnie wulkany są najbardziej spektakularne… Na erupcje co prawda przyjdzie nam chwilkę poczekać ale przecież tutaj w Parku Noroiosi nikt nikogo nie goni i nie ogranicza czasu zwiedzania. Cierpliwość zostaje wynagrodzona ogromnym błotnym bąblem wyrzucającym w powietrze toksyczną papę ;) Podobno zdarzają się wybuchy na wysokość metra a nawet dwóch! Świadczy o tym zastygnięty strumień błotka prowadzący na sam dół wulkanu… Nas jednak nie spotkała ta „przyjemność”

IMG_1287-2

DSC_8068-2

DSC_8075

DSC_7980-3

DSC_8063-2

Po pełnej wrażeń wycieczce udajemy się na spacer po okolicy i na poszukiwanie noclegu. Pensjonat położony 2 km od wulkanów od razu przypada nam do gustu. Za 4 osobowy pokój z łazienką i tarasem płacimy 120 zł. Do tego kuchnia pełna domowej roboty produktów (wszystko wyrabiane na naszych oczach) i swojskich win… Bagaże wrzucamy do pokoju i skuszeni kubkiem 13% soku za 2 zł udajemy się na kolację…

hjfj-2

IMG_1360-2

IMG_1363

img_0353

ADRES:

Vulcanii Noroioși de la Pâclele Mari

Paclele Mici, 127035 Berca, Buzau

http://www.muddyland.com

GPS

SD 45.3585167       26.711641699999973

SMS N 45° 21′ 30.66”       E 26° 42′ 41.91”

 

Reklamy

11 Comments on Wulkany błotne Noroiosi (Rumunia)

  1. Jej :) Musimy tam być, kiedyś… Dojrzejemy do tego.
    Magia. Błoto raj dla dzieci.
    Zamek Drakuli jest zaledwie 13 godzin od naszego domu prawie jak nad Polskie morze :)

    • Rumunia nie jest aż tak daleko ;) A my z Wrocławia, więc mamy dalej niż „inni”. Kwestia rozplanowania trasy, kierowców, godzin i ewentualnego noclegu PRZED. My osobiście jesteśmy rozkochani w Rumunii i w Mołdawii… Mieliśmy nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki… ale w tym wypadku NIE DA SIĘ!

  2. Michał R // 13/08/2015 o 09:44 // Odpowiedz

    Hej, a macie jakiś namiar na ten pensjonat?

  3. Och, o tych błotnych wulkanach nie wiedziałam, trzeba obejrzeć to miejsce :]

    • Szczerze polecamy to miejsce! Krajobraz choć księżycowy… ma w sobie magię :) Niedaleko pole campingowe, bar, sanitariaty… a około 2 km dalej hotelik, pensjonat w którym my nocowaliśmy… 3 osoby dorosłe + 2 dzieci + auto = 120 zł :) Tylko Wi-Fi brak… ale za to przepyszne domowe wino i zupy!

  4. Rumunia jest piękna :) Choć długo tam nie byliśmy ale za to bardzo chętnie byśmy tam wrócili. Piękne zdjęcia!

    • Jest piękna… fascynuje i uzależnia! Dzieci gdy zobaczyły Wrocław zaczęły płakać… ba! wyć wniebogłosy! One chcą do Rumunii!!!!!!!! Dobrze nam tam było……

  5. Piękna wyprawa, świetne zdjęcia, pozazdrościć tylko zostaje:)

    • Nie ma co zazdrościć! Wystawiasz palec i jedziesz! ;) Dojechałyśmy razem stopem do CRO :) da się i do Rumunii :)

1 Trackback / Pingback

  1. Hotel Hadar Chalet – Rumunia – Leśna ostoja dla rodzin z dziećmi – Leo Lea

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Przystanek Wrocław

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Rodzinne wędrówki górskie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Nareszcie urlop

English & Polish TravelBlog / Poland, Europe, the World

ZABAWA W GOTOWANIE

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Okiem Alexa - rodzinne podróżowanie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

AnnRK: Myśli i słowa wiatrem niesione

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Tędy i owędy

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Ohana

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Zabawkator

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Kajtostany

rodzinne rowerowe wyjazdowe stany

EDEK i MY o kulturze, podróżach i życiu

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Pomysłowe Pieczenie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Dolny Śląsk dla Uli

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

%d blogerów lubi to: