Polecamy

POLSKA objazdowo – 2700 km w trasie z maluchami

Plan był prosty – ZERO planowania :) Bez wykupionych wycieczek, bez rezerwacji noclegów, bez łóżeczek turystycznych ruszamy w Polskę! Dziecko to nie kotwica która trzyma nas w jednym miejscu. Czasami blokadę przed podróżowaniem mamy w sobie samych a maluchy to tylko wygodna wymówka…

  • dzień 1 – Zalipie i PacanówIMG_1004
  • dzień 2 – Sanok
  • dzień 3 – Zakopane,Niedzica
  • dzień 4 – Dolina Chochołowska
  • dzień 5 – Morskie Oko
  • dzień 6 – Kraków
  • dzień 7 – Warszawa
  • dzień 8 – Warszawa
  • dzień 9 – Gdańsk
  • dzień 10 – Gdańsk
  • dzień 11 – Malbork, Toruń

===============================================================================

DZIEŃ 0 – Przygotowania

Do podłączonej w domu lodówki turystycznej wrzucamy jedzenie (nabiał, wodę, mięso, masło). Znosimy bagaże, koszyki, kuchenkę gazową, koc, wózek i nosidło. Ładowarki idą w ruch… pobór prądu w domu wzrasta o 100% ;) Na każdych drzwiach w aucie umieszczamy malutką paczkę chusteczek nawilżonych. W schowkach najpotrzebniejsze rzeczy (np kable i ładowarki samochodowe) Montujemy uchwyty pod DVD i GPS. Na podłodze za siedzeniem pasażera ma swoje miejsce torba z przekąskami (wafle ryżowe, chipsy jabłkowe, ulubione słodycze + chusteczki)

DZIEŃ 1 – Zalipie i Pacanów

Gdy dzieci jeszcze śpią znosimy bagaże podręczne, lodówkę i jedzenie do auta. Cały „ciężki sprzęt” już poprzedniego wieczora znalazł swoje miejsce w bagażniku. Szybka pobudka, coś ciepłego do paszczy i na tzw „półśpiocha” pakujemy dzieci do fotelików samochodowych. Robimy kontrole rzeczy bez których wyruszyć nie możemy: dokumenty, aparaty, pluszowe misie i podusia. Obecne? No to w drogę… Na pierwszy długi postój wybieramy brzeg Wisły tuż przy przeprawie promowej. Dzieci mają frajdę z obserwowania aut pakowanych na prom a my mamy czas na ugotowanie obiadu. Na kocu lądują menażki, kuchenka i produkty spożywcze. Improwizujemy… makaron, kotlety mielone usmażone jeszcze w domu, kapustka zasmażana ze słoika. Naczynia myjemy w rzece – to trudne zadanie (tłuszcz + lodowata woda) pozostawiam Michałowi ;) Prom: 6zł/auto.

W ZALIPIU zatrzymujemy się tylko na chwilę. Pokazujemy dzieciom malowane chaty, psie budy, studnie płoty… Trudniej wskazać coś co maźnięte farbą nie zostało ;) Odbywa się też spontaniczna lekcja biologi – udaje mi się złapać małą żabkę która spokojnie siedzi na mojej dłoni i daje się oglądać maluchom.

SONY DSC

W PACANOWIE witają nas… Koziołki – a jakże! Każdy sklep, apteka czy zakład rzemieślniczy ma w szyldzie kozła ;) Suweniry są tutaj mocno monotematyczne i na próżno nam szukać wpinek do plecaka z herbem Pacanowa. Pani ze sklepiku próbuje nam wcisnąć wielką, chińską maskotę – muszę mówić jakiego zwierzątka?

Pozytywne zaskoczenie przychodzi z momentem wizyty w Europejskim Centrum Bajki. Wielki kot w butach przy wejściu przyciąga Leo i Leę jak magnes. Dalej jest tylko LEPIEJ! piękny ogród dookoła nowoczesnego budynku, kozy na wybiegu, staw, plac zabaw… Przy kupnie biletu wymagana rezerwacja… Nam jednak udaje się zaczarować Panią z kasy ;) Czarujemy dalej i odmładzamy córcię o 2 miesiące – dzięki temu wchodzi wraz Leonem – za darmo. Na oprowadzenie po baśniowo/bajkowej krainie trzeba nam poczekać ponad godzinę. Gdyby nie brak jakiejkolwiek gastronomi byłoby to miejsce idealne na czekanie ;)

sdada-5

Zbiórka w wyznaczonym miejscu i wchodzimy. Trafiamy na ostatni kurs przewodniczki i słyszymy w głosie „delikatne” znudzenie… Nic to! Wchodzimy do magicznej krainy… gdzie światło, muzyka, kształt, struktura… tworzą niesamowitą atmosferę. Dorosły musi stać się dzieckiem i przykucnąć aby odkryć co znajduje się za dziurką od klucza… czasem musi też tego klucza poszukać aby przejść do następnej krainy. Ekrany dotykowe… hologramy… aksamitne, puchate kwiaty… Czasem wesoła melodia a czasem złowrogi ryk smoka! Podróż zaczarowanym pociągiem od głębin morza aż po sam kosmos… Buzia dzieci pozostaje cały czas otwarta ze zdziwienia, zaciekawienia, oczarowania! Odpoczywamy na seansie bajkowym… i co się okazuje? Mało które dziecko zna Reksia, Bolka i Lolka, Filemona… Nasze najmłodsze pociechy rozpoznają wszystkich – nawet Baltazara Gąbkę! Duma aż wylewa nam się uszami. Wychodząc…. mamy niedosyt. Przez moment. dzięki ECB poczułam się na powrót dzieckiem :)

  • Do ECB krainy radzimy nie zabierać wózka. Po drodze jest kilka podejść i zejść po stromych i krętych schodach.
  • Czas zwiedzania – ok 1,5 godziny
  • Ceny: bilet normalny 22 zł, bilet ulgowy 17 zł, bilet rodzinny 68 zł, dzieci do lat 3 – gratis ;), malutka figurka Bolka lub Lolka 25 zł (!)

Nocleg – Zajazd Taurus Rzeszów – 105 za pokój bez śniadania z łazienką. dzieci śpią z nami w łóżku. Skromnie i bez szaleństw.

DZIEŃ 2 – Sanok

Do Skansenu – Muzeum Budownictwa Ludowego docieramy tuż przed jego otwarciem. Mamy czas na rozplanowanie ubrań, jedzenia i gadżetów po plecakach i saszetkach. Wózek zostaje w aucie. Stawiamy jedynie na nosidło ergonomiczne. Decydujemy się na zwiedzanie bez przewodnika (wiąże się z to z czekaniem na zebranie grupy… i z opłatą oczywiście) Zaraz po wejściu tego żałujemy… Przewodnicy mają przy sobie klucze do najciekawszych pomieszczeń. Możemy więc jedynie oglądać chaty i zagrody z zewnątrz. Lituje się nad nami starsza Pani… jak się okazuje jedna z przewodniczek. Zaprasza nas do grupy i wędrujemy już razem :) A wędrówka to dłuuuga… i pod górę… i z góry. Z lekkim, skrywanym uśmiechem obserwuje jak młode dziewczyny nie mogą nadążyć za leciwą Panią ;)

fghfgh-2

Maluchom najbardziej podobają się warsztaty rzemieślnicze, narzędzia, maszyny. Dzielnie wędrują od kuźni do kapliczki… od wiejskiej szkoły do młyna wodnego. Malutkie nóżki muszą zrobić wiele kroków i jeśli dziecko nie jest zaprawione „w bojach” – radzimy zabrać wózek. Zwiedzanie kończymy już bez grupy… 100 budynków to troszkę za dużo dla Dziobaków. Kupujemy pocztówki, 2 gliniane, ćwierkające ptaszki i jedziemy nad San – na obiad oczywiście ;)

Po obiedzie mamy natłok myśli… jednocześnie cieszymy się z naszej wolności. Nie ograniczają nas rezerwacje, terminy. Będąc w Sanoku mamy ochotę na Oscypka. Jedziemy więc do Zakopanego! po drodze znajdujemy nocleg w hotelu. Udaje nam się wynegocjować cenę – 100zł za pokój z łazienką, TV i osobnym wejściem + parking tylko dla naszego auta pod samym oknem.

DZIEŃ 3 – Niedzica i Zakopane

Zamek Niedzica – Dzieci jak szarańcza rozbiegają się na wszystkie strony. Schodów – tak wiele… Oczu – tylko 2 pary ;) Dajemy radę – kto jak nie MY! Zakupiony wcześniej oscypek i korbacz służą nam za prowiant. Maluchy go kochają. I znów schody, podejścia… przeciskanie się miedzy tłumem ludzi… uroki zwiedzania w sezonie :/ Znamy ten zamek – kochamy go i nie damy się zniechęcić… Piękne wnętrza, cudne widoki, miejsca do odpoczynku, do zabaw… i Wozownia :) która dzieci zachwyca… czaruje wręcz! Sanki, dorożki, bryczki… Leon łamie wszystkie zasady. Przekracza linie i wchodzi do wozów. Miłe Panie reagują z opóźnieniem… i chwała im za to!

fsdfsRzut oka na mapę i jedziemy… Oscypki, Bundze, Kwaśnice – to co maluchy kochają. Teraz czas na nieznane jeszcze dzieciom szlaki, polany, schroniska, bacówki… Wracamy do tego miejsca z olbrzymim sentymentem… Mamy w nosie krasnale, lemury łapiące nasze dzieci za rączki i ciągnące do zdjęcia. Brzydzi nas tłum sępów, polujących na chińskie promocje w stylu – „kup Pan dwie ciupagi a miecz świetlny Star Wars – gratis’

Nocleg – pensjonat „WILGA” Zakopane – 100 zł/noc – 10 minut pieszo do Krupówek

DZIEŃ 4 – Dolina Chochołowska

Pobudka 5:00 rano. Po 30 minutach jesteśmy gotowi. Kierunek – Dolina Chochołowska. Przejazd przez Kościelisko i jesteśmy przy wejściu. Tam jeszcze pieczątki do książeczki podróżnej, opłata 8 zł za wejście (dzieci do lat 6 gratis), oscypek od starowinki i ruszamy w drogę… Nie korzystamy z ciuchci, bryczek, rowerów itp. Przed nami 10 km.

Dzieci dzielnie maszerują… czasem wspomagamy się nosidłem – wózka brak. Co 2 km przysiadamy na skraju drogi i odpoczywamy. Dajemy też ulżyć plecom. Zjadamy kilogramy prowiantu – kiszone ogórki własnej roboty, pomidory, jajka i kanapki. Wodę czerpiemy ze strumyka. Przy okazji rozpoznajemy rośliny nas otaczające i zgadujemy „Czyja to kupa” ;) świetna zabawa…. szczególnie wczesnym rankiem na szlaku. Wtedy jeszcze pełno ekskrementów niedźwiedzi…

dfsdf-5

Rzucamy się na placki ziemniaczane… kaszę ze smalcem i grilowane oscypki z porzeczką. Woda ze strumyka nabrana do butelki smakuje wybornie! Chwila rozluźnienia… i już rozmyślamy o zejściu…

Z górki? łatwizna! To myślenie dziecka… dziecko więc rozbiega się i hamuje nosem. 20 minut słyszymy płacz i tamujemy krwawienie :( Opuchlizna i sińce pod oczami wskazują na złamanie… staramy się nie panikować. Po 2 kilometrach wypożyczamy rowery. Choć jadę z Leonem… słyszę śmiech Lusi. Nie jest źle – nos chyba cały!

DZIEŃ 5 – Morskie Oko

Wyjazd z Zakopanego o 6.00 już dzieci nie dziwi. Kłócą się kto niesie plecak a kto ogórki kiszone. Na wstępie – kolejny drogi parking – 20 zł (!) Zagryzamy zęby i w drogę. Wędrówka po asfalcie męczy a strome pobocza wywołują u matki palpitacje serca! Na Chochołowskiej nie było takich nerwów. Z lewej polana z prawej strumień… a tu? przepaść VS przepaść. Rowery zabronione. Co jakiś czas tylko mija nas zdyszany, umęczony koń z podpiętą bryczką. A na niej… a jakże – tłusta rodzinka. Nie mogę się powstrzymać i komentuje swoiste znęcanie się nad zwierzętami.

SONY DSC

SONY DSC

Korzystamy ze sprytnego skrótu po kamiennych stopniach – wolę to od asfaltu! Leon ma raj w nosidle. Ze słodkim ciężarem na plecach wyprzedzam kolejnych mężczyzn ;) Ich mina – bezcenna. Czekam na górze na Michała…. w końcu Lea tupta na nogach. Cel osiągnięty… W schronisku witają nas tłumy jak na targowisku… krzyki i wyszczerzone miny do zdjęć :/ Zjadamy naszą kaszę gryczaną, popijamy kefirem i staramy się zrelaksować… W sezonie? nie jest to możliwe. Jeszcze tylko przypinka do plecaka i droga powrotna.

Więcej o górach piszemy TUTAJ (klik)

DZIEŃ 6 – Kraków

Muzeum Inżynierii Miejskiej Docieramy tu całkiem przypadkiem w drodze na krakowski Kazimierz. Do wejścia zachęca nas piękny, stary tramwaj… Na początku trafiamy na wystawę „Krakowskie drukarstwo XV – XX w.” Imadła, pokrętła, prasy drukarskie – Leon jest w raju :) Kto by pomyślał że to może zainteresować 2 latka. Ekspozycja „Dzieje polskiej motoryzacji” wywołują skrajne emocje… Dzieci nie rozumieją czemu nie mogą wsiąść do Syrenki, Warszawy. Malucha… Motor z przyczepką na wyciągnięcie ręki i niestety łańcuch odgradzający… Mamy więc podwójny ryk i foch pt. „Ja dalej nie idę!” Wizja lodów z posypką łagodzi sytuację ;) Na koniec dostajemy przedsmak „Centrum Kopernika” trafiamy bowiem na interaktywną wystawę Wokół koła Sami zatracamy się bez reszty w eksperymentach i zabawach. Dzieci poruszają wielką dmuchawą i poznają zasadę działania kół zębatych. Kraków opuszczamy z przygodami – rozładowany akumulator. Leonek zostawił włączone światełko w aucie :/ Ratuje nas taksówkarz z kablami na pokładzie ;)

sdasd

PODWÓJNA

Nocleg – Motel Ballaton (120zł za duży pokój z łazienka, TV, balkonem)

DZIEŃ 7 – Warszawa

Stolica wita nas 33 stopniowym upałem… Jesteśmy drażliwi i zmęczeni. Auto z klimatyzacją to nasz azyl więc perspektywa zwiedzania lekko nas przeraża. Ukojenie znajdujemy w Parku Łazienkowskim… Woda i cień wielkich, starych kasztanowców. Dzieci karmią łabędzie, kaczki… próbują złapać pawia i zabrać do domu wiewiórkę.

sdasd

Decydujemy się na spacer po Starówce. Kurtyny wodne i piąta porcja lodów trzymają nas przy życiu. Na obiad udajemy się do Zapiecka… Pierogi przepyszne – obsługa na fatalnym poziomie. Poprosiłam o przełożenie dania z gorącego, żeliwnego półmiska na zwykły (aby dzieci nie poparzyć) Zleciało się całe towarzystwo: 2 kelnerki, kierowniczka sali i kucharz (!) Stali nad nami jak sępy i doszli do wniosku że to wbrew zasadom ich „restauracji” Dzieci miauczały o pierogach zagryzłam więc zęby i nic nie zjadłam… I pomyśleć że już schodziliśmy do „U Fukiera” :/ w ostatnim momencie zmiana na pierogi :/

DZIEŃ 8 – Warszawa – Centrum Nauki Kopernik

3 dni przed przyjazdem do Warszawy wykupiłam przez internet bilet rodzinny (66 zł) i to była jedna z mądrzejszych moich decyzji ;) Jeszcze przed otwarciem kolejka osiągała długość 40 metrów… A dla nas z rezerwacją utworzono drugą tuż obok (byłam 4 w kolejności) Przy kasach w których i tak trzeba się zameldować dostajemy opaski na łapki i zbliżeniowe karty wstępu… Mamy wrażenie że Centrum jest tylko nasze. Gęsty tłum zostawiliśmy daleko w tyle. Z uśmiechem od ucha do ucha zaczynamy chłonąć i testować już posiadaną wiedzę. Tworzymy tornado z pary, budujemy rollercoaster, zamykamy dzieci w wielkich mydlanych bańkach, mieszamy ciecze, bawimy się prądem, magnetyzmem… ACH! Sprawdzamy naszą siłę, prędkość, wytrzymałość… rozwiązujemy testy a wszystkie wyniki zapisujemy na karcie zbliżeniowej :)

SONY DSC

ghfgh

Zwiedzanie przerywa krzyk – jeść! Trafiamy do świetnie wyposażonej stołówki/baru typu „łap za tacę i wybieraj” Rzodkiewki, młode marchewki, kiełki, soczewica, tofu, 3 rodzaje ryżu, kuskus, kompoty, muffinki :) Za obiad dla nas 4 płacimy 110 zł.

Czas na strefę Bzzzz (obowiązuje rezerwacja przy kasie na daną godzinę) miejsce dla maluszków do lat 6 :) Tutaj trzeba wąchać, słuchać, smakować… przelewać, budować i niszczyć. Miękka podłoga, brak ostrych krawędzi, dużo animatorów odciążających biednych rodziców… Dlaczego biednych? A kto po raz setny w ciągu godziny da radę odpowiedzieć na pytanie: „dlaczego? jak? a po co?”

W centrum spędzamy 6 godzin… i z uśmiechem na twarzy wracamy do hotelu (Złoty Dworek – 150 zł za apartament z ogromną łazienką, TV, łóżkiem małżeńskim i tarasem)

DZIEŃ 9 – Gdańsk

Wyjeżdżamy z Warszawy z samego rana. Wczesny obiad jemy na parkingu stacji benzynowej. Podobnie jak koreańska rodzina stolik dalej my też rozkładamy kuchenkę gazową i gotujemy ;)

Gdańsk wita nas Jarmarkiem Dominikańskim… i to głównie na nim spędzamy 2,5 dnia nad morzem. Regionalne smaki i muzyka… lokalni rzemieślnicy ale również wystawcy z „dalekich krajów” Na targu staroci udaje nam się „upolować” kilka przypinek do plecaka – nowa miłość Lei :) Targujemy się ile sił a gdy Leon uruchamia syrenę jesteśmy bliscy „handlowi wymiennemu”

adsad

DZIEŃ 10 – Gdańsk

Czas na obiecaną plaże i morze. Na piachu leżymy już o 8.30 rano… Przejmujący zimny wiatr dokucza najbardziej mi. Dzieci z rozbiegu wpadają do wody w ubraniach! Co tam fikuśne stroje kąpielowe złowione w secondhandach… maluchy mają inną koncepcje na pływanie. 2 zamki z piasku później jesteśmy już ubrani i wysuszeni. Zaczyna otaczać nas głośny tłum a starszy pan bezczelnie, tuż przy mojej stopie wbija paliki od wiatrochronu :/ Uciekamy… na jarmark oczywiście! Na obiad nasza ulubiona „kibacha” z bułą zjedzona w biegu i bez jakiejkolwiek zastawy stołowej ;)

SONY DSC

Czas na naukę przez zabawę. Odwiedzamy Centralne Muzeum Morskie a dokładniej interaktywną wystawę dla dzieci. Przebieramy się za piratów, poznajemy węzły żeglarskie, wywołujemy tsunami, budujemy port z klocków i dajemy sygnały flagami :) Na tablicy magnetycznej umieszczamy zwierzęta morskie w zależności od głębokości ich występowania w morzu.

Michał stara się wytłumaczyć zasadę działania układu bloczków… lecz dla dzieci to jeszcze tylko dziwna windo-huśtawka ;) Tatuś dwoi się i troi aby wiedzę do małych główek zapakować… W końcu odpuszcza i pomaga dzieciom wspiąć się na wielki, drewniany statek.

gfhjg

Więcej o CENTRALNYM Muzeum Morskim piszemy – TUTAJ

Na kolacje udajemy się do wielkiego namiotu „Pomorskie Smaki”. Przy kasie zamawiam kaszankę, pierogi z kaszą gryczaną i ogórki kiszone. Pani pyta: „a co dla dzieci?” Śmiejemy się wszyscy – bo przecież to właśnie jedzą nasze szkraby! (ich domowy przysmak to pizza z kaszanką)

SONY DSC

DZIEŃ 11 – Malbork i Toruń

Na zamku w Malborku byliśmy wiele razy… ale nigdy z dziećmi. Znając jego powierzchnie i czas zwiedzania dopadły nas lekkie obawy – czy dzieci podołają. Ale wystarczy tylko pokazać dziecku zbroję rycerską, miecz lub armatę i już zmęczenie mija :) Nasz radosny nastrój przygaszały Panie pilnujące wystaw… Nie wolno! – to co chwilę słyszały nasze dzieci. Lecz czy piec kaflowy w rzeźbione wzory może ucierpieć od małej rączki dziecka…? Odrobina luzu wymagana…

dsfdf-3

Szczerze odradzamy zabranie wózka. Do wielu wystaw prowadzą wąskie, kręte i strome schody. Podłoże na dziedzińcach jest głównie kamieniste i nierówne. Po raz kolejny polecamy nosidło. Odradzamy obiad w restauracji z ogródkiem (na terenie zamku). Dzieci miały dostać grilowanego kurczaka z pieczonymi ziemniakami. Na talerzu pojawił się kurczak i stare ziemniaki z „frytury” Oddałam „dania” kelnerce która ze skrzywioną miną i znaczną niechęcią odliczyła je od rachunku. Oddałam dzieciom własną sałatkę iznowu z „restauracji” wyszłam głodna. Na szczęście zawsze w plecaku mam ryżowe wafle i batony energetyczne musli :) Uwaga też na lody w przyzamkowych stoiskach… Przemiły pan od czasu do czasu wyłącza wtyczkę od lodówki. Oszczędza prąd :/ Dzieci w ryk bo chciały słodkości… w zamian miały lekcję na temat: „co to jest salmonella”

 

SONY DSC

Po zamku czas na PIERNIKI i wizytę w mieście Kopernika – TORUNIU

Żywe Muzeum Piernika cofa nas w czasie do XVI wiecznej piekarni… Dzieci poznają pachnące przyprawy, stare receptury… Słuchają jak zaczarowane opowieści Wiedźmy Korzennej. Każdy dostaje własny wałek, wybiera tradycyjną drewnianą formę i do dzieła! Podczas wypieku naszych słodkości mamy czas wolny dla siebie. Udajemy się do sklepiku a tam Leon łapie za pierwszego lukrowanego piernika i zatapia w nim zębiska… Pani zza lady przymyka na te wybryk oko i z uśmiechem podaje żarłokowi ciacho – gratis ;P

Dostajemy również imienne „listy wyuczone” dla każdego z dzieci :) Dowód na to że rosną nam mistrzowie piernikarstwa!

SONY DSC

SONY DSC

  • Wstęp do Muzeum – co godzinę, przy min. 5 osobowej grupie.
  • Ceny – wstęp (normalny 9,5 zł, ulgowy 8 zł, dzieci do lat 3 – gratis) list wyuczony na zwykłym papierze – gratis, na papierze czerpanym 6 zł

Więcej o Żywym Muzeum Piernika piszemy TUTAJ (klik)

================================================================================Wracamy do domu… i planujemy już następną podróż…

 

Reklamy

14 Comments on POLSKA objazdowo – 2700 km w trasie z maluchami

  1. Trafiłam do Was przypadkiem i tak się zaczytałam, że wystygła mi kawa ;) Blog zapisuje w ulubionych!! Fajnie opisane podróże, świetne miejsca i masa przydatnych informacji (noclegi, knajpki, cenniki). Nasze pierwsze wakacje z dzieckiem były rok temu, syn miał 1,5 roku. Staramy się odwiedzać różne miejsca i tez uważamy, że dziecko nie jest przeszkodą. Stawiamy na aktywny wypoczynek, zwiedzanie i mamy nadzieję, że tego bakcyla już zaszczepiliśmy naszemu Bartoszowi.

  2. Zapiera dech w sercach. Ale to nie dla mnie :)
    Ja jednak stacjonarnie :)
    Dzieci nie znoszące podróży i ja z choroba lokomocyjną :) Chętnie ale na mniejszą skalę i krótsze odległości :)
    Nie mniej jednak zachwycacie mnie <3

    • Ojjj jak słyszę takie słowa… to mam ochotę porwać Cię w podróż w nieznane. Bez rezerwacji, każda noc w innym miejscu – ku przygodzie! Ale szanuję chęć stabilizacji i komfortu w podróży… i po współpracach z luksusowymi hotelami wiem, co może człowieka do nic ciągnąć…. Spokój, czystość, pewność ;)

  3. Od zawsze podziwiam rodziny podróżujące z małymi dziećmi. Ileż to razy koleżanki narzekają, że z dzieckiem nie pojadą bo to, bo tamto. Ja swoich nie posiadam, więc „cennych” rad staram się nie udzielać. Zastanawiam się tylko czy to z ich wygody, braku organizacji czy faktycznego problemu podróżowania z małymi brzdącami. Dzięki takim osobom jak Wy wierzę, że to jest do zrobienia i liczę, że ja moje małe pociechy będę zabierać ze sobą wszędzie. Pozdrawiam

    • Wiesz ta podróż w Polskę była pierwszą naszą poważniejszą objazdówką…rok przed nią byliśmy w Chorwacji i przeżyliśmy….generalnie będąc w Chorwacji za każdym razem jeździliśmy i rozglądaliśmy się za kolejnymi punktami do zobaczenia – nigdy nie leżąc plackiem na plaży dłużej niż 1.5 godziny…Twoje koleżanki po prostu z góry przekreślają takie wyjazdy bo im się nie chce….Objazdówki nawet kilkudniowe wymagają chęci i zapału…takie podróżowanie jest dla nas genialne bo mamy masę wspomnień…Wielu naszych znajomych również nie może tego pojąć jak my to robimy, ale nas to jeszcze bardziej motywuje…

      • …wymagają również świetnej kondycji fizycznej (i psychicznej) ;) Do tego trzeba być rannym ptaszkiem i nocnym markiem jednocześnie. Aby nie tracić całego dnia na wygrzebanie się z łóżka i pakowanie (do następnej kwatery, pola, hotelu).

  4. Strasznie zazdroszczę jedzących wszystko dzieci. Moja to straszny niejadek.W czasie podróży jedzenie jest dla nas sporym problemem…

    • My wychodzimy z założenia: jak nie zje na śniadanie to zje na obiad ;) Mocno się tego trzymamy i to procentuje. Nie mówimy też przy dzieciach że czegoś nie lubimy (choć gardzimy szpinakiem a mąż grzybami i śledziami) Ostatnio wujek oznajmił, że nie jada masła i margaryny od dzieciństwa… No i Lea od tej pory „rzuciła” masło ;)

  5. Gratulujemy odwagi i odwiedzenia wielu ciekawych miejsc! Z dziećmi można podróżować, poznawanie nowych miejsc to dla nich ogromna radość!:)

  6. Zaczytana i oczarowana – pomysłowymi i odważnymi Rodzicami i dzielnymi Dzieciaczkami!!! Zainspirowana planuję podążyć Waszymi śladami… Może jeszcze nie w tym roku, bo Malwinka za mała, ale za rok, za dwa… opowiemy czy coś się zmieniło w opisanych przez Was miejscach ;)

    • Chętnie służymy radą :) polecimy… odradzimy… podpowiemy co zabrać a co zostawić w domu/aucie :) Może za jakiś czas spotkamy Malwinkę na szlaku ;)

  7. olimpia34 // 12/12/2013 o 21:36 // Odpowiedz

    No to teraz narobiliście mi ochoty na wakacje:-)! Dzieci to nie kule u nogoi, to otwarte umysły które chłoną jak gąbka, to co w nich zaszczepimy zostanie na całe życie warto więc zacząć już od najmłodszych lat. Pierwsze zapamiętane przez nie wakacje będą wspominać przez całe życie, już widzę w nich podróżników. Super to opisaliście, czyta się z zapartym tchem!

    • To były nasze drugie DUŻE wakacje… lecz o dziwo… pamiętają też te pierwsze z Chorwacji. Miały wtedy Lea – 2 latka, Leo – rok i 2 miesiące… Misio który jest w nagłówku siedzi właśnie na plaży w Breli. Gdy pokazałam pierwszy raz stronę maluchom od razu krzyknęły że to Chorwacja! Mam nadzieje że wspomnienia nie ulecą… nie zamażą się :/ Będziemy dbać o to aby tak się nie stało!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Przystanek Wrocław

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Rodzinne wędrówki górskie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Nareszcie urlop

English & Polish TravelBlog / Poland, Europe, the World

ZABAWA W GOTOWANIE

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Okiem Alexa - rodzinne podróżowanie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

AnnRK: Myśli i słowa wiatrem niesione

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Tędy i owędy

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Ohana

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Zabawkator

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Kajtostany

rodzinne rowerowe wyjazdowe stany

kultura, podróże i życie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Pomysłowe Pieczenie

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

Dolny Śląsk dla Uli

PODRÓŻE RODZICIELSTWO KUCHNIA

%d blogerów lubi to: